niedziela, 9 marca 2014

Rozdział 21.

2 grudnia, 7.00

    Nie pamiętałam co się działo zeszłej nocy. Ostatnią rzeczą, którą zapamiętałam był piękny dom Taylor. Głowa mnie bolała tak bardzo, że miałam ochotę ją sobie roztrzaskać o słup! Mdliło mnie bardzo. Od momentu, gdy się obudziłam co chwilę latałam z łazienki do łóżka (wymioty). Miałam wielkie szczęście, że taty i mamy nie było w nocy w domu ( tata miał  akurat dyżur w pracy, ponieważ był chirurgiem, a mama wyszła gdzieś na miasto z koleżankami). Rano też już ich nie było. Ciekawe, co by powiedzieli, gdyby zobaczyli mnie w łazience wymiotującą. Pomyśleliby pewnie sobie, że jestem w ciąży. Pomyślałam, że nie byłoby to możliwe, ponieważ miałam nadzieję, że z nikim się nie przespałam...
    Wyszykowałam się i poszłam do budy. W szkole nikt się do mnie nie odzywał: ani Perrie, ani Dani. Nie wiedziałam, co było grane. Louis w ogóle nie przyszedł do szkoły. Zayn patrzył się na mnie z wielkim żalem. A Harry zachowywał się jak gdyby nigdy nic. Coś tu było nie tak. Coś musiało się zdarzyć między mną, a Hazzą, ponieważ gdy widziano nas idących obok siebie, nagle zaczęto nas obgadywać. Gdy spotkałam Lily, postanowiłam się jej coś spytać:
-Oh...hej. Słuchaj, Lily, co się stało? Nikt się do mnie nie odzywa, a Lou w ogóle nie przyszedł do uczelni...
-Jak to?! TO TY NIE WIESZ? No, racja, byłaś na takim kacu, że miałaś prawo zapomnieć...
- To byłam pijana?! Ale...jak? Ja nie trawię alkoholu! Widocznie ktoś musiał mnie do tego zmusić...
   Właśnie w tej chwili przechodziła Taylor-śmiała się. Spoglądała na mnie oczami zemsty.
- I chyba wiem kto...mniejsza o to. Słuchaj a działo się coś jeszcze takiego...no wiesz...skandalicznego?
    Tutaj Lily się namyśliła. Lecz po paru sekundach w końcu rzekła:
- Niestety tak. Gdy impreza się rozkręcała zagraliśmy w butelkę. W pewnym momwncie powiedziałaś, że idziesz do toalety. I chyba pomyliłaś pomieszczenia, ponieważ pare osób, w tym ja, zastało Cię w pokoju rodziców Taylor na łóżku wraz z Harrym. Całowaliście się i nawet doszło do czegoś więcej...
- Ale nie uprawialiśmy seksu???
   Zrobiło mi się bardzo gorąco. Odpowiedź Lily miała bardzo dużo znaczyć- kto wie, może urodzę małego Harolda. Oby nie.
- Z tego co widziałam to dopiero się rozkręcaliście, więc raczej nie. Sorry, ale muszę iść na Hiszpański.
    Odetchnęłam z ulgą. Jednak nie będę miała małego dzidziusia.

Po lekcjach w domu, 16.00

- El, musimy pogadać.- powiedziała mama.
    Usiadłyśmy przy stole i mama zaczęła:
- Słuchaj... wiem, że już ze wszystkimi nawiązałaś dobry kontakt... szczególnie z Louisem... ale musimy...musimy niestety wyjechać.
-Ale dlaczego?! Przecież tu jest nam świetnie!
- Tata dostał propozycję w pracy. Mamy się przprowadzić do Londynu. Może to potrwać nawet trzy lata...
- NIE!  NIGDZIE SIĘ NIE PRZEPROWADZAM! KOCHAM TO MIEJSCE! - krzyknęłam z płaczem.
- Ależ kochanie musimy.
- TO PRZEPROWADZAJCIE SIĘ SAMI BEZE MNIE!!!
    Wybiegłam pędem z domu. Poszłam do miejsca, gdzie ustawiony był mały stawik. Lubiłam tam przesiadywać, gdy miałam problemu lub dylemat. Jednak dziś miałam tam pójść ostatni raz na jakiś czas. Myślałam nad sensem życia. Jak rodzice mogą mi coś takiego zrobić?! Przecież kocham to miejsce i gdyny nie problemy z przyjaciółmi, byłoby tu idealnie! A tu nagle tata dostaje propozycje...ahhhh. Za dwa dni w sobotę miałam wyjechać. Bardzo byłam zła na rodziców.

KOBIEC i jak???
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz